Czuję się internowany

 

Za marihuanę zostałem odsunięty od pacjentów w przychodni. Sprawdzam dokumentację , robię obchody, ale nie leczę.

Rozmowa z Markiem Bachańskim, neurologiem z Kliniki Neurologii i Epileptologii Centrum Zdrowia Dziecka *

Koalicja MM: – Wierzy pan w naukę?

Marek Bachański:- Oczywiście, co to za pytanie?

– Bo leczy pan nielegalnym w kraju narkotykiem, zamiast wypróbowanymi i oficjalnie dopuszczonymi lekami. To jest na granicy eksperymentu medycznego.

(od lewej) Wanda Nowicka, Dorota Gudaniec i Marek Bachański w sejmie z petycją o legalizację medycznej marihuany

Marek Bachański w sejmie z petycją o legalizację medycznej marihuany

– Nie prowadzę eksperymentów!  Leczę środkami dostępnymi legalnie na rynku, sprowadzam dla pacjentów leki zza granicy również w legalny sposób. Znam literaturę medyczną na ten temat.

To u nas, w kraju mamy problemy z akceptacją takiego postępowania w medycynie a na świecie – w USA, w Czechach, w Izraelu marihuana jakoś się sprawdza. Wierzę, że  w dłuższej perspektywie leczenie marihuaną i w Polsce się przyjmie.

– Jak lekarz z kilkunastoletnim stażem w prestiżowym Centrum Zdrowia Dziecka wpadł na pomysł, żeby leczyć marihuaną?  

W Polsce mamy ok 120 tys. chorych na padaczkę oporną na leki.  Dorosłych i dzieci. Dla większości z nich nie ma propozycji leczenia w naszym kraju. Po pierwsze dlatego, że to choroba bardzo poważna a poza tym – mamy zbyt mało ośrodków specjalistycznych.  Takich chorych ja miałem w swoim gabinecie codziennie po kilkoro. Codziennie też odnosiłem jako lekarz porażki.

– Co w tym przypadku oznacza  porażka?

– Miałem kiedyś pacjentkę, kilkuletnią dziewczynkę spod Opola, która przechodziła codziennie 120 napadów  padaczki. Proszę to sobie tylko wyobrazić – takie dziecko leży i przechodzi napad za napadem, napad za napadem Ta dziewczynka przyjeżdża do mnie przez dwa lata i mimo stosowanie różnych terapii oraz diet, wobec wszystkich metod nowoczesnej medycyny,  liczba ataków u niej nie malała. To nazywam porażką.

– Umierają pana pacjenci?

Rzadko, ale niestety tak.

– Dzieci?

Tak. Najczęściej nie wychodzą z jednego z ataków padaczki. Jest napad jak zwykle, ale się przedłuża.  Przyjeżdża karetka , ratownicy podają kolejne leki, nic nie działa. Mija godzina, potem dłużej – atak trwa. Dochodzi do obrzęku mózgu, dziecka nie udaje się uratować.

– Czemu wybrał pan padaczkę i neurologię jako specjalizację?

Właśnie dlatego że to jest takie trudne. Pracuję w Centrum Zdrowia Dziecka  od 1994 roku, od razu z pacjentami z padaczką.  Jestem bardzo uparty, to pomaga. Inaczej porażek byłoby więcej.

– Na te porażki lekarz się znieczula ?

Walczy. Szuka nowych metod i sposobów. Zmienia dawki, diety. Leki. W kółko. Zawsze proszę rodziców, żeby mi mówili, czy po zastosowaniu leków  jest lepiej czy gorzej. Chcę to wiedzieć. Wtedy myślimy dalej,  jak ograniczyć liczbę napadów. Kiedyś miałem pacjenta, który przechodził  1700 napadów w miesiącu, czyli średnio 60 dziennie. Podczas terapii prosiłem matkę, żeby to precyzyjnie liczyła. To trudne oczywiście i trudno dostrzec wagę takich zaleceń. Chodzi jednak o to, że kiedy napadów jest tyle samo, trzeba zmienić leki. W tamtej sytuacji tak właśnie było, zmieniliśmy więc dawki i leki. Następny wynik – 850 napadów. Pani powie – jak dużo! I faktycznie,  obiektywnie  to dużo. Ale przecież zeszliśmy w ciągu miesiąca o połowę!  Mamy więc postęp.  No i tak to wygląda, ta moja praca. Dlatego proszę się nie dziwić, że kiedy się dowiedziałem o medycznym zastosowaniu marihuany, zacząłem ją stosować. Stale szukam nowych metod, żeby pomóc pacjentom. Przeczytałem że marihuana działa i to dobrze. Pacjenci też dotarli do tych informacji, zaczęli pytać mnie, czy mogą spróbować. Tak to się zaczęło.

– Marihuana pomaga bardziej niż inne leki?

W wielu sytuacjach. Większość pacjentów ma co najmniej o połowę napadów mniej. Ale nie chodzi tylko o to. Te dzieci  zaczynają lepiej funkcjonować na co dzień. Dzieciak z dużą liczbą napadów głównie leży i drga. Nie ma możliwości robić nic innego – nie skupi na niczym uwagi, otoczenie nie ma nawet szans, żeby go czymś zainteresować. Nie ma więc rozwoju. Gdy liczba napadów maleje, dziecko zaczyna się rozglądać, skupia wzrok, reaguje na zabawy. Zapewniam panią, to jest kolosalna różnica. Kiedy taki „wyzwolony” pacjent przychodzi na wizytę i widzę że zaczyna się rozwijać – to mnie trzyma przy życiu.

W kwietniu były wyniki dużego badania w USA z  danymi dotyczącymi 137 dzieci z padaczką oporną na leki. Ponad połowa z badanych odniosła znaczącą korzyść z leczenia medyczną marihuaną.

Ja zacząłem tę terapię na wyraźną sugestię rodziców moich pacjentów. Troje rodziców odmówiło- rozumiem takim wybór. Sześcioro  zaczęło stosować z wielkim powodzeniem.  U pierwszego ,  u Maksa, liczba napadów spadła z kilkuset dziennie, do kilku w miesiącu. Tylko u jednej małej pacjentki wystąpiły skutki uboczne – była pobudzona, rozkojarzona. Objawy ustąpiły po odstawieniu leku. Jak wiadomo, nie ma leku bez skutków ubocznych.

– Czym pan leczy dokładnie?

Zaczynamy najczęściej od olejków CBD. To kanabinoidy, zupełnie legalne – jako  suplementy diety powszechnie dostępne np. w sklepach ze zdrową żywnością. Sprawdzamy jak na nie chory zareaguje, potem dołączamy substancję THC. To znaczy, że musimy sięgnąć po leki dostępne – również legalnie – na holenderskim rynku farmaceutycznym. Te preparaty są w Holandii oficjalnie dostępne od wielu lat, każdy lekarz może je przepisywać bez żadnego problemu. W Czechach, np. w Ostrawie tuż za granicą z Polską lekarze leczą suszem dostępnym w aptekach. Ale kilkadziesiąt kilometrów dalej, w dajmy na to Raciborzu, lekarz już by za to poszedł siedzieć. No chyba że skorzysta z procedury tzw. importu docelowego.

-Szpital albo lekarz prowadzący występuje o zgodę do Ministerstwa Zdrowia, ze zgodą z ministerstwa pacjent idzie do apteki ,ta sprowadza lek. Miał pan z tym kiedykolwiek problemy?

Dotąd nigdy nie miałem. Procedura czytelna, ze strony ministerstwa pobieram druczki, trochę to trwa ale można spokojnie taki proces zaplanować. Dotąd nie miałem problemów. Teraz jednak mam, bo zostałem zablokowany przez mojego pracodawcę. Moi szefowie uznali, że prowadzę jakieś niebezpieczne eksperymenty i odsunęli mnie od pracy w przychodni. Straciłem pacjentów, a mógłbym nadal pomagać dzieciom, naprawdę jest wielu ciężko chorych. Ale nie mogę.

Co pan teraz robi?

Za marihuanę zostałem odsunięty od pacjentów w przychodni i przesunięty na oddział. Sprawdzam dokumentację medyczną, robię obchody, ale nie mam swoich  pacjentów. Krótko mówiąc – nie leczę. Moi pacjenci zaś nie mają zapewnionego leczenia, które dotąd stosowaliśmy i to z powodzeniem. A trzeba czuwać nad dawkami, sprawdzać postępy, dozować lek.

Szefowie zabronili mi jednak występować o import docelowy dla nich, pod groźbą utraty pracy. Jestem lekarzem, a nie mogę leczyć. Czuję się internowany. Może to nie jest internowanie jak nie przymierzając w stanie wojennym, ale ja tak to czuję

Co pan planuje?

Jestem uparty, jak mówiłem. Przetrzymam tę groteskę. Oczywiście będę musiał zeznawać w prokuraturze na poczet tego mojego „eksperymentu”. Ale ja wiem, że działałem absolutnie legalnie i pomagałem pacjentom. Pacjenci leczeni przez mnie lekami – powtarzam – oficjalnie dopuszczonymi  lekami – czują się dobrze. To o co chodzi?

Skąd się bierze padaczka?

Przyczyn jest wiele. Wystarczy że w ciąży nastąpią komplikacje i dojdzie do niedotlenienia ośrodkowego układu nerwowego. Podobnie jeśli dojdzie do niedotlenienia w czasie porodu. Ale są też inne przyczyny: genetyczne albo nieprawidłowości w korze mózgowej, albo uszkodzenia pourazowe.

Szacuje się, że ok 1 proc. społeczeństwa cierpi na padaczkę, w skali naszego kraju to byłoby ok. 385 tys. ludzi, z  tego 30 proc. to najcięższa padaczka lekooporna, co znaczy, że źle się leczy.

– Co by się musiało zdarzyć, żeby leczenie marihuaną w Polsce było akceptowane?

Bachański z posłem Andrzejem Dołeckim

Potrzebna jest zmiana otoczenia prawnego. Jeśli medyczną marihuanę zapiszemy w prawie, lekarze przestaną się jej obawiać. Teraz  choć interesują się tym tematem, a wielu go zna, mają opory  przed sięganiem po takie leki. Mimo, ze marihuanę można stosować w wielu specjalnościach lekarskich.

Miałem podobny stres. Ale kiedy zacząłem widzieć gabinecie pacjentów ze znaczną poprawą, przestałem się martwić.

– Nie przeszkadza panu kojarzenie tego ze środowiskiem „luzaków”, „rasta”, „ćpunów”?

Rozważam wyłącznie medyczne skojarzenia marihuany. Inne zupełnie mnie nie interesują. Historia marihuany w medycynie  sięga starożytnych Chin i Indii. O jej rekreacyjnych właściwościach mówi się dopiero w XX wieku – mnie to nie obchodzi. Mnie obchodzą pacjenci.

 

*  Marek Bachański, neurolog z Kliniki Neurologii i Epileptologii  został w lipcu odsunięty od pacjentów przez szefostwo CZD w związku z tym, że leczył preparatami z marihuany.  „Stan zdrowia naszych dzieci, leczonych wcześniej tradycyjnymi lekami nie poprawiał się, a wręcz wielokrotnie pogarszał. Nikt z lekarzy stosujących standardowe leczenie nie był w stanie dać nam nadziei ani podjąć się innego leczenia. Tylko doktor Marek Bachański był na tyle otwarty i odważny, by podjąć się wykorzystania innych niż standardowe sposobów leczenia naszych dzieci. Tym samym przywrócił im godziwe warunki bytu, a nam nadzieję na normalne życie, które wcześniej było pozbawione nadziei i wypełnione cierpieniem.” – piszą rodzice jego w oświadczeniu, które w środę 7 go października przekazali mediom i władzom CZD. Marek Bachański został odsunięty od pacjentów ponieważ leczył dzieci marihuaną w ramach – zdaniem władz CZD – eksperymentu medycznego, którego nie zgłosił do Komisji Bioetycznej. Jak podały władze CZD, leczenie było też prowadzone bez planu dawkowania leków i badań kontrolnych, bez oceny skuteczności i bezpieczeństwa leczenia w dokumentacji medycznej pacjentów. Neurolog przeczy tym zarzutom. Mówi, że nie prowadził eksperymentu, nie miał więc czego zgłaszać Komisji. A leczenie ustalał ze swoimi przełożonymi, leki zaś sprowadzał oficjalnie na mocy tzw. importu docelowego, czyli za każdorazową zgodą Ministerstwa Zdrowia.  CZD obiecywało, że mimo odsunięcia ich lekarza, terapia małych pacjentów będzie kontynuowana. Rodzice mówią jednak, że inni lekarze nie chcą leczyć ich dzieci w taki sam sposób, jak Bachański.